Żelazny punkt widzenia

Skrzyżowane palce Bońka

Posted in Uncategorized by zelaznypunktwidzenia on Kwiecień 4, 2013

Waldemar Fornalik przechodzi przyspieszony kurs, czym różni się prowadzenie reprezentacji od pracy w Ruchu Chorzów. Gdy nieco ucichła już burza po meczu z Ukrainą, a dziennikarze skończyli z żonglerką nazwiskami potencjalnych następców i Fornalik mógł poczuć, że przeszedł w miarę suchą stopą przez tę nawałnicę, temat wrócił jak bumerang. Tym razem za sprawą „Faktu”, który nieznoszącym sprzeciwu tonem obwieszcza, że sprawa selekcjonera jest już wyjaśniona, nic go nie uratuje, a w gabinetach i korytarzach związku trwają gorączkowe narady i przymiarki.
Kwestia przyszłości Fornalika dzieli ekspertów i kibiców. Z jednej strony awans wciąż jest w naszym zasięgu i moralnie wątpliwe byłoby zwalnianie w takiej chwili człowieka, który wciąż ma szansę, by zadanie przed nim postawione wykonać. Z drugiej strony sam Fornalik daje mało argumentów na obronę tezy, że wykorzystanie tej niewielkiej szansy uda się akurat jemu. Szczególnie że z przecieków wynika, że nie cieszy się on przesadnym poparciem Zbigniewa Bońka.
Prezes dziwnie się w całej tej sytuacji zachowuje. Niby co jakiś czas zapewnia, że nie ma tematu zwolnienia Fornalika, ale ani raz nie powiedział tego stanowczo. Nie zachował się jak Michał Listkiewicz, który – gdy po EURO 2008 połowa mediów wysyłała Leo Beenhakkera z powrotem do Holandii – potrafił murem stanąć za swoim selekcjonerem. Tak, że nie było żadnych wątpliwości, iż Listkiewicz za plecami nie krzyżuje palców, kiedy mówi, że Leo zostaje.
Gdy „Fakt” pisał o rychłym zwolnieniu selekcjonera, prezes Boniek ograniczył się tylko do lakonicznego stwierdzenia na Twitterze, że „prima aprilis już się skończył”. Boniek jakby wciąż puszczał oko, że z tym Fornalikiem to wcale nie tak na poważnie. Czasem można mieć wrażenie, że wręcz dolewa oliwy do ognia. Jak chociażby po spotkaniu z Ukrainą, gdy – znów na Twitterze – przepraszał za reprezentację i pisał, że tak słabo grającej nie widział już od dawna (pewnie od spotkania z Łotwą przy Łazienkowskiej). To tak, jakby premier nazwał projekt ustawy swojego ministra największym bublem, z jakim się spotkał, a jednak zapewniał, że ma on jego poparcie.
Ani Listkiewicz, ani później Grzegorz Lato nie mieli takiej rzeszy oddanych dziennikarzy jak Boniek, ale prezes jeszcze nie wie, że jest to broń obosieczna. Przecież kandydatura Marco Tardellego, która przewinęła się w mediach po porażce z Ukrainą, nie została wyssana z brudnego palucha. Podobnie jak nazywanie Fornalika „spadkiem po Lacie”.

Reklamy

Gdzie tak naprawdę jest polska piłka – wpis matematyczny.

Posted in AKTUALNOŚCI by zelaznypunktwidzenia on Kwiecień 2, 2013

Mój ojciec twierdzi, że należałoby wyrzucić całą litreraturę romantyzmu z programu szkolnego. Sztuka, która uczy, że „Polska Chrystusem Narodów” ewentualnie Winkelriedem, a prawdziwy patriotyzm nie polega na płaceniu podatków, ale na oddaniu życia za swój kraj, najlepiej w beznadziejnej walce, nie może dobrze przygotowywać młodych Polaków do życia w społeczeństwie. Takie myślenie przenika na wszystkie warstwy życia – futbol nie jest wyjątkiem. Jesteśmy słabi, ale przecież jesteśmy Chrystusem Narodów, będziemy wielcy. Na razie ciemiężeni przez mocarstwa ościenne, ale to się skończy. Do tego dochodzi historiozofia – kolejne pokolenia Polaków karmione są przeszłością (Wielka Polska od morza do morza): Deyną, Bońkiem, Tomaszewskim, Wembley i Holandią na kolanach na Śląskim, Górskim, Piechniczkiem, a ostatnio do nurtu mesjanistycznego zaczyna dołączać już i Paweł Janas z Leszkiem Piszem. Poczekajcie psubraty – jeszcze wrócimy.

Pamiętam jak na mistrzostwa świata 2002 jechaliśmy po medal – tak zapowiadał Jerzy Engel, a my naprawdę w to wierzyliśmy. Gdy Koreańczycy przeskakiwali Radosława Kałużnego przecieraliśmy tylko oczy ze zdumienia. Pamiętam jak przed każdym kolejnym meczem na Wembley mieliśmy pokazać szarżę husarii zadufanym w sobie Angolom. A później wychodziliśmy nowatorskim ustawieniem z ośmioma obrońcami i osamotnionym Mirosławem Trzeciakiem w ataku. Pamiętam jak Levadia Tallin miała zostać zmiażdżona w drodze do Ligi Mistrzów, pamiętam jak Lech, by wyeliminować Azerów potrzebował rzutów karnych. A to tylko tak na szybko. Pamiętam też, jak reprezentacja nie wyszła z najłatwiejszej grupy w historii mistrzostw Europy, mimo że trener obiecywał, że u niego to będzie pach, pach, pach.

Jesteśmy mistrzami napinania się. Nie mamy ku temu żadnych przesłanek, ale wciąż uważamy, że jesteśmy narodem, ktry umie grać w piłkę. Cóż, nie jesteśmy. Robimy to cholernie przeciętnie. Czas to zrozumieć, by oszczędzić sobie bolesnych rozczarowań, jakie fundujemy sobie co chwila. Napinka jaka towarzyszyła meczowi z Ukrainą była ze wszech miar nielogiczna. Tak samo nielogiczne jest szukanie szans naszych Orłów w rewanżu w Kijowie czy z Anglią na Wembley. Tymczasem ci wszyscy, którzy dziś deklarują, że już się nie dadzą, że nie zaczną pompować balonika ogólnonarodowej euforii, że już nie uwierzą, za kilka tygodni będą pierwszymi, którzy obwieszczą: nie wszystko stracone, wciąż mamy szanse.

Zadałem sobie sporo trudu, by policzyć, gdzie jest polska piłka. Policzyć, nie zobaczyć, bo, że jest w… widzę. Tak samo dobrze, jak to, że w napince jesteśmy mistrzami. Tak naprawdę nie musiałem spędzać trzech wieczorów na liczeniu według algorytmu, bo wszystkie moje tajne operacje matematyczne (przy których znając siebie się musiałem walnąć, bo ja lubię bardzo statystykę, ale statystyka mnie zdecydowanie nie lubi) tak naprawdę w znacznej mierze pokrywają się koniec końców z profesjonalnymi rankingami.

Zacznijmy od reprezentacji. W aktualnym rankingu FIFA zajmujemy 61 miejsce. Pięć europejskich krajów przed nami – czyli towarzystwo, do którego możemy się porównywać, to:

Słowenia (56)

Słowacja (55)

Ukraina (48)

Bułgaria (46)

Turcja (45)

Z kolei pięć krajów z naszego kontynentu za nami, to:

Białoruś (62)

Albania (64)

Szkocja (66) i Gruzja (69)

Walia (72)

Sam ranking FIFA, to jednak mało. Wiadomo, że z racji organizacji przez nas EURO 2012 nie graliśmy przez dwa lata meczów o punkty, które są liczone inaczej niż spotkania towarzyskie, więc sporo potraciliśmy (to taka dyżurna wymówka tłumacząca nasze niskie miejsce, ale warto zaznaczyć, że w sierpniu 2007 roku byliśmy nawet na 16 pozycji). Postanowiłem sprawdzić, które inne drużyny radziły sobie mniej więcej tak jak Polska w ostatnich latach. Jako punkt graniczny przyjąłem EURO 92 z jednej strony i EURO 2012 z drugiej. 20 lat w piłce. W tym czasie odbyło się 11 wielkich imprez – mistrzostw świata albo Europy. My braliśmy udział w czterech z nich – ani razu zresztą nie wychodząc z grupy: MŚ 2002, MŚ 2006, EURO 2008 i EURO 2012 (jako gospodarze). W 11 próbach, cztery awanse – 36,4 procent powodzenia. Dokładnie taki sam poziom (36,4 %) prezentują:

Belgia (MŚ 94, 98, 02 i EURO 00 jako gospodarze)

Bułgaria (MŚ 94, 98 i Euro 96, oraz 04)

Turcja (MŚ 2002, Euro 96, 00 i 2008)

Podobne wyniki mają:

Grecja: 45,4 procent (MŚ 94 i 2010, EURO 2004, 08, 12), ale ich zwycięstwo na mistrzostwach Europy 2004 stawia ich jednak w innej lidze.

Rumunia: 45,4 procent (MŚ 94, 98 i EURO 96, 00, 08)

Słowenia: 30 procent (MŚ 2002, 06 i Euro 2000, brała udział w dziesięciu kapmaniach, podczas kwalifikacji do Euro 92 była jeszcze częścią Jugosławii)

Norwegia: 27,2 procent (MŚ 94, 98 i Euro 2000)

Irlandia: 27,2 procent (MŚ 94, 02 i Euro 2012)

Szkocja 27,2 procent (MŚ 98 i Euro 92, 96)

Kraje, które powtarzają się w naszym sąsiedztwie zarówno w rankingu FIFA, oraz moim rankingu awansów do wielkich imprez to: Bułgaria, Słowenia, Turcja i Szkocja. Pamiętać jednak należy, że Bułgaria w 1994 roku awansowała do półfinałów mistrzostw świata, a Turcja w 2002 roku zdobyła brązowy medal. Dlatego bliżej nam pewnie jednak do Szkocji i Słowenii. Oba zespoły zresztą w kwalifikacjach do MŚ 2014 zajmują w swoich grupach ostatnie miejsca. Naszą trzecią pozycję i wciąż żyjące szanse na awans wypadałoby więc raczej traktować jako wynik powyżej oczekiwań. Świętować, zamiast się zamartwiać. Bułgaria w swojej grupie jest druga  – wyprzedzają ją Włosi, a dwa punkty za podopiecznymi Ljubosława Penewa przyczaili się Czesi, którzy mają mecz rozegrany mniej, cztery punkty straty (i mecz mniej) mają z kolei Duńczycy.  Turcy są na czwartym miejscu mają 11 punktów straty do Holandii, cztery do Węgrów, trzy do Rumunii i już nie liczą się w walce o bezpośredni awans.

Nie samym futbolem reprezentacyjnym człowiek jednak żyje. O ile wymagania społeczne wobec kadry są zdecydowanie zbyt wysokie, to oczekiwania, wobec klubów przy okazji występów w europejskich pucharach – czy też raczej przy kwalifikacjach do kwalifikacji do pucharów – są po prostu chore. Jesteśmy krajem, którego największym sukcesem w ostatnich dziesięciu latach w Europie był awans Wisły Kraków do czwartej rundy (odpowiednik dzisiejszej 1/8 finału Ligi Europy) Pucharu UEFA w sezonie 2002/03! Ostatnim polskim klubem, który grał w fazie grupowej Ligi Mistrzów był Widzew Łódź w sezonie 1996/97. To było 17 lat temu. W tym czasie zdążyło wyrosnąć całe pokolenie kibiców, dla których zbitka słów „polski klub w Champions League” brzmi równie abstrakcyjnie i niedorzecznie jak „świat bez internetu”, czy „telefony stacjonarne”. Dorosnąć i się do tej pięknej dyscypliny zniechęcić. Podczas gdy my wciąż czekamy, w fazie grupowej Ligi Mistrzów zdążyły zagrać kluby z Rumunii (dzieje się zresztą tak od siedmiu lat z rzędu), Słowacji, Chorwacji, Serbii, Danii, Norwegii, Czech, czy Cypru.

W rankingu lig UEFA zajmujemy  21 miejsce. Pięć krajów przed nami to:

Białoruś

Izrael

Rumunia

Czechy

Austria

Pięć za nami:

Chorwacja

Szwecja

Szkocja

Serbia

Słowacja

Znowu jednak pokusiłem się o swoje obliczenia. Dość skomplikowane, które wrzucę poniżej tego posta, a tu tylko streszczę. Przeanalizowałem 10 ostatnich lat w europejskiej piłce. Brałem pod uwagę tylko zespoły z krajów zbliżonych potencjałem do nas, nie liczyłem więc osiągnięć Anglików, Hiszpanów czy Niemców. Nie liczyłem nawet Turków ani Rosjan, policzyłem za to nie wiedzieć czemu Ukraińców, którzy przecież wyprzedzają nas o kilkanaście długości. W Polsce wielkim sukcesem jest, jeżeli na wiosnę wciąż mamy drużynę w Europie. Wiosna stała się zatem punktem wyjścia. Nie sposób było jednak nie docenić klubów, które zdołały awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów – pułapu nieosiągalnego dla naszych zespołów. Poniżej przedstawiam więc punktację i przykładowo jeden wybrany sezon. Cała reszta obliczeń poniżej tego wpisu.

Faza grupowa LM – 7 pkt

Awans do 1/16 Ligi Europy – 8 pkt.
1/8 LM – 10 pkt
1/4 LM – 15 pkt
1/2 LM – 22 pkt
Finał LM – 26 pkt
Zwycięstwo LM – 30 pkt

1/16 Ligi Europy – 5 pkt
1/8 LE – 7 pkt
1/4 LE – 10 pkt
1/2 LE – 13 pkt
Finał LE – 16 pkt
Zwycięstwo LE – 20 pkt

SEZON 2011/12

Liga Mistrzów

GRUPA LM:  1 szwajcarski (Basel 7), 1 rumuński (Otelul 7), 1 chorwacki (Dinamo Zagrzeb 7), 1 belgijski  (Genk 7), 1 grecki  (Olympiakos 8), 1 cypryjski  (APOEL 7),1 ukraiński  (Szachtar 7),1 czeski  (Viktoria Pilzno 8), 1 białoruski (BATE 7)

1/8 LM:  1 szwajcarski (basel 10), 1 cypryjski (APOEL 10)

Ćwierćfinały LM: 1 cypryjski (APOEL 15)

Liga Europy

1/16, awans z fazy grupowej: 2 polskie (Wisła, Legia 10), 3 belgijskie (Standard, Club Brugge, Anderlecht 15), 2 greckie (PAOK 5, Olympiakos), 1 austriacki (RB Salzburg 5), 1 UKR (Metalist 5), 1 rumuński (Steaua 5), 1 czeski (Viktoria),

1/8: 1 belgijski  (Standard 7), 1 UKR (Metalist 7), 1 grecki (Olympiakos 7)

Ćwierćfinały: 1 UKR (Metalist 10)

SUMA:

Cypr: 32 pkt (APOEL 1/4 LM)

Belgia: 29 pkt (Standard 1/8 LE, Club Brugge i Anderlecht 1/16 LE, Genk FGLM)

Ukrainia: 29 pkt (Metalist 1/4 LE, Szachtar FGLM)

Grecja: 20 pkt (Olympiakos FGLM I awans do 1/8 LE, PAOK 1/16 LE)

Szawajcaria: 17 pkt (Basel 1/8 LM)

Rumunia: 12 pkt (Steaua 1/16 LE, Otelul FGLM)

Polska: 10 pkt (Wisła i Legia 1/16 LE)

Czechy: 8 pkt (Viktoria Pilzno FGLM I awans do 1/16 LE)

Chrwacja: 7 pkt (Dinamo Zagrzeb FGLM),

Białoruś: 7 pkt (BATE FGLM)

Austria: 5 pkt (RB Salzburg 1/16 LE)

I tak przez dziesięć sezonów. Koniec końców wyszedł mi taki ranking:

PODSUMOWANIE od 2002/03 do 2012/03 – 10 lat w europejskich pucharach:

1.       UKRAINA – 363 pkt

2.       SZKOCJA – 248 pkt

3.       GRECJA – 240 pkt

4.       BELGIA – 182 pkt

5.       RUMUNIA – 140 pkt

6.       SZWAJCARIA ­­– 126 pkt

7.       CZECHY – 74 pkt

8.       AUSTRIA – 59 pkt

9.       DANIA – 59 pkt

10.   IZRAEL – 51 pkt

11.   CYPR – 46 pkt

12.   BUŁGARIA – 39 pkt

13.   POLSKA – 37 PKT

14.   NORWEGIA – 31 pkt

15.   BIAŁORUŚ – 27 pkt

16.   SERBIA – 26 pkt

17.   SŁOWACJA – 15 pkt

18.   CHORWACJA – 14 pkt

19.   WĘGRY – 12 pkt

20.   SZWECJA – 5 pkt

Najbliżej zatem nam do Bułgarii. To jedyny kraj, który powtarza się przy wszystkich podsumowaniach. Niemal sąsiaduje z nami w rankingu FIFA, ma dokładanie taki sam jak my bilans występów w wielkich imprezach na przestrzeni ostatnich 20 lat – oni jednak z ogromnym sukcesem w 1994 roku – wreszcie ich liga jest porównywalna do naszej. Mają także piękną przeszłość klubową – Steaua triumfowała w 1986 roku w Pucharze Mistrzów, a w 1989  roku przegrała w finale z Milanem (Nie wiem skąd mi się to wzięło)

To jednak my mamy teraz Lewandowskiego, Piszczka, Błaszczykowskiego czy Szczęsnego, a u nich w reprezentacji grają Tonew z Vidanovem. Niepoprawni optymiści natychmiast zaczną wyciągać wnioski, że teraz to nasza kolej na zaistnienie na międzynarodowej arenie. Lodu jednak na głowę proponuję.

To co się rzuca natychmiast w oczy, to jak koszmarnie przepłacony jest nasz futbol. Georgij Filipow z „Dnevnika” twierdzi, że najlepiej zarabiającym piłkarzem w Bułgarii jest Cristovao Ramos – 30-letni Portugalczyk z Lewskiego Sofia, który dostaje – maksymalnie – 240 tysięcy euro rocznie. Danijel Ljuboja  z Legii zarabia 380 tysięcy,a w dodatku za każdą bramkę i asystę dostaje kolejne 8 tysięcy euro. W Bułgarii prawa telewizyjne na jeden sezon wykupiły dwie telewizje za milion euro. U nas sezon kosztuje 3,7 milionów euro, a cena i tak poszła w dół, bo według poprzedniej umowy, za prawo do pokazywania przez kilka miesięcy naszej ligowej młócki trzeba było wydać ponad 4 miliony euro.

– Ludzie w Bułgarii wiedzą, jak trudna jest droga do Ligi Mistrzów i widzą też, od ilu lat nie udało się awansować żadnemu naszemu zespołowi. Nie będzie przesadą jeśli napiszesz, że w Bułgarii liczymy raczej na awans do fazy grupowej Ligi Europy i to jest realistyczny cel dla naszych klubów – mówi Filipow.

– Reprezentacji idzie nadspodziewanie dobrze, ale nikt się nie łudzi, że uda się wyprzedzić Włochów. To jest po prostu nierealistyczne. Skupiamy się raczej na obronie drugiego miejsca i awansie do barażów. Pamiętać bowiem należy o tym, że najgorszy spośród zespołów z drugich miejsc, nie zagra w barażach. A my zanotowaliśmy zbyt dużo remisów.

Oczywiście w Bułgarii mit pokolenia Stoiczkowa wciąż jest żywy i ma się dobrze. Filipow twierdzi, że porównania do tamtej drużyny są nieuniknione, ale raczej jeszcze nikomu do głowy nie przyszło nazywać tych zawodników następcami zespołu z 94 roku.

Jesteśmy na poziomie Bułgarii. Teraz uzmysłówcie sobie z jaką pogardą myślicie o ich piłce, za jakich ogórków ich macie i zacznijcie w tych kategoriach myśleć o naszej.

MOJE WIELKIE OBLICZENIA

2002/03

Liga Mistrzów

GRUPA LM: 1 szwajcarski (Basel 7),2 greckie (AEK 8 Olympiakos  7) 2 belgijskie (Genk 7 , Club Brugge 8), 1 norweski (Rosenborg 7 ), 1 ukraiński (Dynamo),1 izraelski (Maccabi Hajfa )

Druga runda grupowa: 1 szwajcarski (Basel 10)

Puchar UEFA

Trzecia runda (1/16) : 2 czeskie (Slavia, Slovan 10), 3 greckie (Panathinaikos, PAOK, AEK  16), 2 belgijskie (Anderlecht,Club Brugge 5), 1 austriacki (Sturm Graz 5), 1 polski (wisła 5), 1 ukraiński (Dynamo 8), 1 szkocki (Celtic 5), 1 izreelski (Maccabi Hajfa 8),

Czwarta runda (1/8): 2 greckie (Panathinaikos , AEK 14), 1 belgijski (Anderlecht 7), 1 polski (Wisła 7), 1 czeski (Slavia 7), 1 szkocki (Celtic 7)

Ćwierćfinały: 1 grecki (Panathinaikos 10), 1 szkocki (Celtic 10)

Półfinały: 1. szkocki (Celtic 13)

Finał: Celtic 16

SUMA:

Grecja: 55 pkt.  (AEK FGLM i awans do 1/8 PU, Olympiakos FGLM, Panathinaikos 1/8 PU, PAOK 1/16)

Szkocja: 51 pkt (Celtic finał PU)

Belgia:  27 pkt (Genk i Club Brugge FGLM, Brugge  awans do1/16 PU, Anderlecht 1/8 PU)

Szwajcaria: 17 pkt (Basel druga faza grupowa LM)

Czechy: 17 pkt. (Slovan 1/16 PU, Slavia 1/8 PU)

POLSKA: 12 pkt (Wisła  1/16 PU)

Ukraina: 8 pkt (Dynamo FZGLM awans do 1/16 PU)

Izrael: 8 pkt (Maccabi Hajfa FGLM awans do 1/16 PU)

Austria: 5 pkt (Sturm w 1/16 PU)

2003/04 UEFA

GRUPA LM:  2 szkockie (Celtic 7, Rangers), 2 belgijskie (Anderlecht 7, Club Brugge), 1 ukraiński (Dynamo 7), 3 greckie (AEK 7, Olympiakos 7, Panathinaikos),  1 serbski (Partizan 7), 1 czeski (Sparta 7).

Trzecia runda (1/16) PU: 1 Dania (Broendby 5), 2 Norwegia (Rosenborg, Valerenga 10), 1 Ukraiński (Dnipro 5), 1 czeski (Teplice 5), 1 szkocki (Celtic 8), 1 polski (Groclin 5), 1 belgijski (Club Brugge 8), 1 węgierski (Debreceni 5), 1 bułgarski (Lewski Sofia 5), 1 grecki (Panathinaikos 8)

Czwarta runda (1/8) PU: 1 szkocki (Celtic 7), 1 belgisjki (Club Brugge 7)

Ćwierćfinały: 1 szkocki (Celtic 10)

SUMA:

Szkocja: 32 pkt (Celtic i Rangers FGLM, Celtic awans do III rundy PU i później do ćwierćfinałów PU)

Grecja: 22 pkt (AEK, Olympiakos, Panathinaikos w FGLM, Panathinaikos awans do III rundy PU)

Belgia: 22 pkt: (Anderlecht i Brugge w FGLM, Brugge awans do III rundy PU i do czwartej)

Ukrainia: 12 pkt (Dynamo FGLM, Dnipro trzecia runda PU)

Czechy: 12 pkt (Sparta FGLM, Teplice III runda PU)

Norwegia: 10 pkt. (Rosenborg i Valerenga w trzciej rundzie PU)

Serbia: 7 pkt (Partizan w FGLM)

Dania: 5 pkt (Broendby w trzeciej rundzie PU)

POLSKA: 5 pkt (Groclin w III rundzie PU)

Węgry: 5 pkt (Debreczyn w III rundzie PU)

Bułgaria: 5 pkt: (Lewski w III rundzie PU)

2004/05

Liga Mistrzów

GRUPA LM:  2 greckie (Panathinaikos , olympiakos 16), 2 ukraińskie (Szachtar, Dynamo 16), 1 izraelski (Maccabi tel awiw 7), 1 czeski (sparta 7), 1 norweski (rosenborg 7) ,1 szkocki (celtic 7), 1 belgijski (anderlecht 7)

Puchar UEFA

1/16 – awans z fazy grupowej: 2 greckie (Olympiakos, Panathinaikos), 2 austriackie (Grazer AK, Austria Wiedeń 10),  1 rumuński (Steaua 5), 3 ukraińskie (Szachtar, Dynamo, Dnipro 5), 1 serbski (Partizan 5), 1 szwajcarski (Basel  5),

1/8 finału: 1 grecki (Olympiakos7), 1rumuński (Steaua 7), 1 ukraiński (Szachtar 7), 1 austriacki (Austria 7), 1 serbski (Partizan7 ),

Ćwierćfinały: 1 austriacki (Austria 10)

SUMA

Austria: 37 pkt (Austria ćwierćfinały PU, Grazer AK 1/16 PU)

Ukrainia: 28 pkt (Szachtar i Dynamo FGLM awans do 1/16 PU, Szachtar do 1/8 , Dnipro 1/16 PU)

Grecja: 23 pkt (Olympiakos FGLM, awans do 1/16 PU i do 1/8, Panathinaikos FGLM awans do 1/16 PU)

Serbia: 12 pkt (Partizan do 1/8 PU)

Czechy: 7 pkt (Sparta FGLM)

Szkocja 7 pkt (Celtic FGLM)

Belgia: 7 pkt (Anderlecht FGLM)

Izrael: 7 pkt (Maccabi Tel Awiw FGLM)

Szwajcaria: 5 pkt (basel do 1/16 PU)

Rumunia: 5 pkt (Steaua awans do 1/16 PU)

2005/06

Liga Mistrzów

GRUPA LM:  1 austriacki (Rapid 7), 1 szwajcarski (Thun 8), 1 czeski (Sparta 7), 1 grecki (Panathinaikos 7), 1 norweski (Rosenborg 8), 1 belgijski (Anderlecht 7), 1 słowacki (Artmedia 8), 1 szkocki (Rangers 7)

1/8 LM:  1 szkocki (Rangers 10)

Puchar UEFA

1/16 – awans z grup: 2 rumuńskie (Steaua, Rapid 10), 2 szwajcarskie (Thun, Basel 5), 2 bułgarskie (Litex, Levski) 10, 1 belgisjkie (Club Brugge 5), 1 słowacka (Artmedia),  1 czeskie (Slavia 5), 1 ukrainski (Szachtar 5), 1 norweski (Rosenborg)

1/8 – 2 rumuńskie (Steaua, Rapid 14), 1 szwajcarski (Basel 7), 1 bułgarski (Levski 7)

Ćwierćfinały: 2 rumuńskie (Steaua, Rapid 20), 1 szwajcarski (Basel 10), 1 bułgarski (Levski 10)

Półfinały: 1 rumuński (Steaua 13)

SUMA:

Rumunia: 57 pkt (Steaua 1/2 PU, Rapid 1/4 PU)

Szwajcaria: 29 pkt (Thun FGLM i awans do 1/16 PU, Basel 1/4 PU)

Bułgaria: 27 pkt (Lewski 1/4 PU, Litex 1/16 PU)

Belgia: 12 pkt (Anderlecht FGLM, Club Brugge 1/16 PU)

Czechy:  12 pkt (Slavia 1/16 PU, Sparta FGLM)

Słowacja: 8 pkt (Artmedia FGLM I awans do 1/16 PU)

Norwegia: 8 pkt (Rosenborg FGLM i awans do 1/16 PU)

Austria: 7 pkt (Rapid FGLM)

Grecja: 7 pkt (Panathinaikos FGLM)

Belgia: 7 pkt (Anderlecht FGLM)

Szkocja: 7 pkt (Rangers FGLM)

Ukrainia: 5 pkt (Szachtar 1/16 PU)

2006/07 UEFA

Liga Mistrzów

GRUPA LM:  1 bułgarski (Lewski 7) , 2 greckie (AEK 8, Olympiakos 7), 2 ukraińskie (Szachtar 8, Dynamo 7), 1 rumuński (Steaua 8), 1 duński (Copenhagen 7), 1 belgisjki (Anderlecht 7), 1 szkocki (Celtic 7)

1/8 LM: 1 szkocki (Celtic 10)

Puchar UEFA

1/16 – awans z grup: 2 izraelskie (Maccabi Hajfa, Hapoel Tel Awiw 10), 2 greckie (Panathinaikos 5, AEK), 2 rumuńskie (Rapid, Steaua 10), 1 belgisjki (Zulte Wargem 5), 1 szkocki (rangers 5), 1 ukraiński (Szachtar)

1/8 – 1 izraelski (Maccabi 7), 1 szkocki (Rangers 7), 1 UKR (szachtar 7)

SUMA:

Szkocja: 29 pkt (Rangers 1/8 PU, Celtic FGLM i awans do 1/8 LM)

Ukrainia: 22 pkt (Szachtar FGLM i awand do 1/16 PU i do 1/8 PU, Dynamo FGLM)

Grecja: 20 pkt (AEK FGLM i awnas do 1/16 PU, Olympiakos FGLM, Panathinaikos 1/16 PU)

Izrael: 17 pkt (Hapoel 1/16 PU, Maccabi 1/8 PU)

Belgia: 12 pkt (Anderlecht FGLM, Zulte w 1/16 PU)

Rumunia 10 pkt (Rapid i Steaua 1/16 PU)

Bułgaria: 7 pkt (Lewski FGLM)

Dania: 7 pkt (Copenhagen FGLM)

2007/08

Liga Mistrzów:

GRUPA LM:  1 norweski (Rosenborg 8), 1 grecki (Olympiakos 7), 2 szkocki (Celtic 7, Rangers 8), 2 UKR (Szachtar 7, Dynamo 7 ), 1 czeski (Slavia 8), 1  rumuński (Steaua 7)

1/8 LM: 1 szkocki (Celtic 10), 1 grecki (Olympiakos 10)

Puchar UEFA

1/16 – awans z grup:  1 belgijskie (Anderlecht 5), 2 szkockie (Abredeen 5, Rangers), 2 greckie (AEK, Panathinaikos 10), 2 szwajcarskie (Basel, Zurych 10), 2 norweskie (Rosenborg, Brann 5), 1 czeski (Slavia), 1 szwedzki (Helsinborg 5)

1/8  – 1 szkocki (Rangers 7), 1 belgijskie (Anderlecht 7)

Ćwierćfinały: Rangers 10

Półfinały: Rangers 13

Finał: Rangers  16

SUMA:

Szkocja: 76 pkt (Rangers FGLM I awans do finału PU, Celtic FGLM I awans do 1/8 LM, Aberdeen 1/16 PU)

Grecja:  27 pkt: (Olympiakos 1/18 LM, AEK i Panathinaikos 1/16 PU)

Ukraina: 14 pkt (Szachtar i Dynamo FGLM)

Norwegia: 13 pkt (Rosenborg FGLM i awans do 1/16 PU, Brann 1/16 PU)

Belgia: 12 pkt (Anderlecht 1/8 PU)

Szwajcaria: 10 pkt (Basel i Zurych 1/16 PU)

Czechy: 8 pkt (Slavia FGLM i awans do 1/16 PU)

Rumunia: 7 pkt (Steaua FGLM)

Szwecja: 5 pkt (Helsinborgs 1/16 PU)

2008/09

Liga Mistrzów

GRUPA LM:  2 rumuńskie (Cluj 7, Steaua 7), 1 grecki (Panathinaikos 7), 1 cyprysjki (Anorthosis 7), 2 ukraińskie (Szachtar 8, Dynamo 8), 1 szwajcarski (Basel 7), 1 duński (aalborg 8), 1 szkocki (Celtic 7), 1 białoruski (BATE 7)

1/8 LM: 1 grecki (Panathinaikos 10)

Puchar UEFA

1/16 awans z fazy grupowej:  3 UKR (Dynamo, Metalist 5, Szachtar), 1 belgijski (Standard 5), 1 grecki (Olympiakos 5), 1 POLSKI (lech 5), 2duńskie (Aalborg, Copenhagen 5)

1/8: 3 UKR (Dynamo7, Metalist 7, Szachtar 7), 1 duński (Aalborg 7)

Ćwierćfinały: 2 UKR (Dynamo 10, Szachtar 10)

Półfinały: 2 UKR (Dynamo 13, Szachtar 13)

Finał: Szachtar 16

ZWYCIĘSTWO – SZACHTAR 20

SUMA

Ukrainia: 124 pkt (Dynamo i Szachtar FGLM, oba awans do 1/16 PU, Szachtar Zwycięstwo w PU, Metalist 1/16 PU)

Grecja: 22 pkt (Panathinaikos 1/8 LM, Olympiakos 1/16 PU)

Dania: 20 pkt (Copenhagen 1/16 PU, Aalborg FGLM i awans do 1/8 PU)

Rumunia: 14 pkt (Cluj i Steaua FGLM)

Cypr: 7 pkt (Anorthosis FGLM)

Szwajcaria: 7 pkt (Basel FGLM)

Szkocja: 7 pkt (Celtic FGLM)

Białoruś: 7 pkt (BATE FGLM)

Belgia: 5 pkt (Standard 1/16 PU)

Polska: 5 pkt (Lech 1/16 PU)

2009/10

Liga Mistrzów

GRUPA LM:  1 izraelski (maccabi hajfa 7), 1 szwajcarski (Zurych 7), 1 cypryjski (APOEL 7), 1 węgierski (Debreczyn 7), 1 ukraiński (Dynamo Kijów 7), 1 rumuński (Unirea 8), 1 szkocki (Rangers 7), 1 belgisjki (Standard 8), 1 grecki (Olympiakos 7)

1/8 LM: 1 grecki (olympiakos 10)

Liga Europy

1/16 awans z fazy grupowej: 3 belgijskie (Club Brugge 5, Anderlecht 5, Standard), 1 duński (Copenhagen 5), 1 rumuński (Unirea), 1 grecki (Panathinaikos 5), 1 austriacki (RB Salzburg 5), 1 UKR (Szachtar 5), 1 izraelski (Hapoel Tel awiw  5)

1/8: 2 belgijskie (Anderlecht 7, Standard 7), 1 grecki (Panathinaikos 7)

Ćwierćfinał: 1 belgijski Standard 10

SUMA:

Belgia: 42 pkt (Standard FGLM i awans do 1/4 PU, Anderlecht 1/8 PU, Club Brugge 1/16 PU)

Grecja: 19 pkt (Olympiakos 1/8 LM, Panathinaikos 1/16 PU)

Ukrainia: 12 pkt (Dynamo FGLM, Szachtar 1/16 PU)

Izrael: 12 pkt (Maccabi Hajfa FGLM, Hapoel Tel Awiw 1/16 PU)

Rumunia: 8 pkt (Unirea FGLM I awans do 1/16 PU)

Szwajcaria: 7 pkt (Zurych FGLM)

Cypr: 7 pkt (APOEL FGLM)

Węgry: 7 pkt (Debreczyn FGLM)

Szkocja: 7 pkt (Rangers FGLM)

Dania: 5 pkt (Copnhagen 1/16 PU)

Austria 5 pkt (RB Salzburg 1/16 PU)

2010/11

Liga Mistrzów

GRUPA LM:  1 izraelski (Hapoel tel awiw 7), 1 szkocki (Rangers 8), 1 duński (copenhagen 7), 1 grecki (Panathinaikos 7), 1 szwajcarski (Basel 8), 1 rumuński (Cluj 7), 1 słowacki (Żylina 7), 1 Ukraiński (Szachtar 8), 1 serbski (Partizan 7)

Liga Europy

1/16 awans z fazy grupowej: 1 czeski (Sparta 5), 2 greckie (PAOK, Aris 10), 1 belgijski (Anderlecht 5), 2 szwajcarskie (Basel, Young Boys 5), 2 ukraińskie (Metalist, Dynamo  10), 1 białoruski (BATE 5), 1 szkocki (Rangers), 1 polski (Lech 5)

1/8: 1 UKR (Dynamo 7), 1 szkocki (Rangers 7)

Ćwierćfinały: Dynamo 10

Liga Mistrzów: 1 UKR (Szachtar 10), 1 duński (Copenhagen 10)

LM: Ćwierćfinały: Szachtar 15

SUMA:

Ukrainia: 59 pkt (Szachtar 1/4 LM, Dynamo 1/4 LE, Metalist 1/16 LE)

Grecja: 17 pkt (Panathinaikos FGLM, PAOK i Aris 1/16 LE)

Dania: 15 pkt (Copenhagen 1/8 LM)

Szkocja: 15 pkt: (Rangers FGLM I awans do 1/8 LE)

Szwajcaria: 12 pkt (Basel FGLM I awans do 1/16 LE, Young Boys 1/16 LE)

Izrael: 7 pkt (Hapoel Tel Awiw FGLM)

Rumunia: 7 pkt (Cluj FGLM)

Słowacja: 7 pkt (Żylina FGLM)

Serbia: 7 pkt (Partizan FGLM)

Białoruś: 5 pkt (BATE 1/16 LE)

Belgia: 5 pkt (Anderlecht 1/16 LE)

Polska: 5 pkt (Lech 1/16 LE)

2011/12

Liga Mistrzów

GRUPA LM:  1 szwajcarski (Basel 7), 1 rumuński (Oteul Galatai 7), 1 chorwacki (Dinamo Zagrzeb 7), 1 belgijski  (Genk 7),1 grecki  (Olympiakos 8), 1 cyprysjki  (APOEL 7),1 ukraiński  (Szachtar 7),1. Czeski  (Viktoria Pilzno 8), 1 białoruski (BATE 7)

1/8 LM: 1 szwajcarski (basel 10), 1 cyprysjki (APOEL 10)

Ćwierćfinał: 1 cypryjski (APOEL 15)

Liga Europy

1/16 awans z fazy grupowej: 2 polskie (Wisła, Legia 10), 3 belgijskie (standard, Club Brugge, Anderlecht 15), 2 grecki (PAOK 5, Olympiakos), 1 austriacki (RB Salzburg 5), 1 UKR (metalist 5), 1 rumuński (steaua 5), 1 czeski (Viktoria),

1/8: 1 belgijski (Standard 7), 1 UKR (Metalis 7), 1 grecki (Olympiakos 7)

Ćwierć: 1 UKR (Metalist 10)

SUMA:

Cypr: 32 pkt (APOEL 1/4 LM)

Belgia: 29 pkt (Standard 1/8 LE, Club Brugge i Anderlecht 1/16 LE, Genk FGLM)

Ukrainia: 29 pkt (Metalist 1/4 LE, Szachtar FGLM)

Grecja: 20 pkt (Olympiakos FGLM I awans do 1/8 LE, PAOK 1/16 LE)

Szawajcaria: 17 pkt (Basel 1/8 LM)

Rumunia: 12 pkt (Steaua 1/16 LE, Oteul Galati FGLM)

Polska: 10 pkt (Wisła i Legia 1/16 LE)

Czechy: 8 pkt (Vikrotia Pilzno FGLM I awans do 1/16 LE)

Chrwacja: 7 pkt (Dinamo Zagrzeb FGLM),

Białoruś: 7 pkt (BATE FGLM)

Austria: 5 pkt (RB Salzburg 1/16 LE)

2012/13

Liga Mistrzów

GRUPA LM: 2 UKR (Dynamo Kijów 8 Szachtar 7), 1 chrowacja: (Dinamo Zagrzeb 7), 1 grecja: (Olympiakos 8), 1 belgia: (Anderlecht 7) , 1 dania: (Nordjsealand 7), 1 białoruś: (BATE 8), 1 szkocja: (Celtic 7), 1 rumunia: (Cluj 8)

1/8 LM: 1 szkocki (Celtic 10), 1 UKR (Szachtar 10)

Ćwierćfinały: Szachtar 15

Liga Europy

1/16 awans z fazy grupowej: 1 białoruś (BATE), 2 rumuński (Cluj, Steaua 5), 1 grecki (Olympiakos), 3 UKR (dynamo, Metalis 5, Dnipro 5), 1 belgijski (Genk 5),  1 szwajcraski (Base 5l), 2 czeskie(Sparta, Viktoria 10).

1/8: 1 czeski (Viktoria 7), 1 szwajcarski (Basel 7), 1 rumuński (Steaua 7)

Ćwierć: 1 szwajcarski Basel 10

SUMA:

Ukrainia: 50 pkt (Szachtar 1/4 LM, Dynamo FGLM i awans do 1/16 LE, Metalist i Dnipro 1/16 LE)

Szwajcaria: 22 pkt (Basel 1/4 LE)

Rumunia: 20 pkt (Cluj FGLM i awans do 1/16 LE, Steaua 1/8 LE)

Szkocja: 17 pkt (Celtic 1/8 LM)

Belgia: 12 pkt (Anderlecht FGLM, Genk 1/16 LE)

Czechy: 10 pkt (Sparta I Viktoria 1/16 LE)

Grecja: 8 pkt (Olympiakos FGLM i awans do 1/16 LE)

Białoruś: 8 pkt (BATE FGLM i awans do 1/16 LE)

Chorwacja: 7 pkt (Dinamo Zagrzeb FGLM)

Dania: 7 pkt (Nordsjealand FGLM)

PODSUMOWANIE od 2002/03 do 2012/03 – 10 lat w europejskich pucharach:

  1. UKRAINA – 363 pkt
  2. SZKOCJA – 248 pkt
  3. GRECJA – 240 pkt
  4. BELGIA – 182 pkt
  5. RUMUNIA – 140 pkt
  6. SZWAJCARIA ­­– 126 pkt
  7. CZECHY – 74 pkt
  8. AUSTRIA – 59 pkt
  9. DANIA – 59 pkt
  10. IZRAEL – 51 pkt
  11. CYPR – 46 pkt
  12. BUŁGARIA – 39 pkt
  13. 13.   POLSKA – 37 PKT
  14. NORWEGIA – 31 pkt
  15. BIAŁORUŚ – 27 pkt
  16. SERBIA – 26 pkt
  17. SŁOWACJA – 15 pkt
  18. CHORWACJA – 14 pkt
  19. WĘGRY – 12 pkt
  20. SZWECJA – 5 pkt

357 dni strachu

Posted in AKTUALNOŚCI by zelaznypunktwidzenia on Marzec 19, 2013

Kolejny trener poszedł pod gilotynę. Pan prezes-nieprezes, większościowy udziałowiec, dyrektor sportowy Pogoni Grzegorz Smolny stwierdził, że w Szczecinie – oprócz oczywiście  braku rynku miejskiego i stadionu z prawdziwego zdarzenia – problemem jest trener. Skowronek więc wiosny nie doczekał. Że szkoleniowiec miał swoją wizję i plany, na którą się zgodzono i zaakceptowano zatrudniając go? Nikogo to nie obchodzi – facet w rundzie rewanżowej zdobył punkt. Że beniaminek utrzymanie (w dużej mierze fatalną postawą Bełchatowa i Podbeskidzia jesienią, prawda.) ma praktycznie zapewnione? Co z tego – punkt w czterech meczach.  Wrzucić granat, rozsadzić, zaorać i nowego fachurę dawać. Nie bronię Skowronka, bo uważam go za wybitnego szkoleniowca. Bronię go, ponieważ zielonego pojęcia tak naprawdę o tym, jakim jest trenerem nie mam. Jak większość szkoleniowców zatrudnionych w polskich klubach pracował za krótko. Co to jest 281 dni na ławce?  To nawet jak na polskie standardy skandalicznie krótko.

Trener w klubie ekstraklasy średnio pracuje 357 dni – niecały rok. Czy przez niespełna 12 miesięcy można:

a.)    Dokładnie poznać zawodników w klubie, łącznie z rezerwowymi i juniorami?

b.)    Sprowadzić tych, co do których ma się przekonanie, pozbyć się tych, co do których przekonania brak?

c.)     Odpowiednio przygotować fizycznie?

d.)    Nauczyć piłkarzy swojej wizji gry, w ogóle tę wizję wprowadzić? Zrobić coś więcej niż ugasić panujący pożar, bo zazwyczaj w takich warunkach przyjmowany jest nowy szkoleniowiec?

Punkty te można by jeszcze wyliczać: stałe fragmenty, atak pozycyjny (o czym pisałem z Markiem Wawrzynowskim kilkanaście dni temu), schematy gry w obronie, scouting. 357 dni to tyle co nic. Każdy kto kiedykolwiek zmieniał pracę, szkołę, czy miejsce zamieszkania,  wie doskonale, że po roku wciąż jest „tym nowym”. Dopiero zaczyna się uczyć, który z kierowników jest tylko zausznikiem i lizusem szefa, który nauczyciel przymyka oko na wagary, i w którym warzywniaku pomidory są naprawdę świeże, a nie tylko tak wyglądają.

Nie mam dobrego zdania o polskich trenerach  – uważam, że w absolutnej większości są niedouczeni, zaściankowi, kompletnie niemedialni (to oczywiście najsłabszy zarzut, ale zboczenie zawodowe nie pozwala go pominąć), a przede wszystkim tchórzliwi i zachowawczy. Jeszcze gorsze mam jednak zdanie o polskich działaczach, którzy nie mają ani krzty wizji. Dotyczy to prowadzenia klubu jako całości, ale także właśnie zatrudniania szkoleniowców. Przykład szefów z Bełchatowa, który zwolnili Kamila Kieresia, nie byli w stanie znaleźć nikogo na jego miejsce, więc postawili na Jana Złomańczuka tłumacząc, że „chcieli kontynuacji wizji poprzedniego szkoleniowca”, by w końcu zimą tego roku ponownie Kieresia zatrudnić ilustruje to doskonale. Zarówno zwalnianie jak i zatrudnianie trenerów w naszej lidze to zazwyczaj tylko ruchy pozorowane.  I w sumie nie ma co się specjalnie dziwić, że mam złe zdanie o tchórzliwych polskich trenerach – jacy, jeśli nie tchórzliwi, mają być, jeżeli ich średnia życia w jednym klubie wynosi 357 dni? Jacy mają być skoro wiedzą, że punkt w czterech meczach oznacza stratę pracy? Nawet jeśli utrzymanie niemal pewne.

Adam Nawałka jest obecnie najdłużej pracującym w ekstraklasie szkoleniowcem – w Górniku jest od 1182 dni. Po takim okresie można faktycznie zacząć szkoleniowca oceniać, widać w jaką stronę zespół poszedł. O Nawałce wiemy, że jest tytanem pracy, analizującym mecze po kilkanaście godzin, że nie znosi sprzeciwu w szatni, że wszystkich, którzy mogliby mieć inne od niego zdanie, z drużyny zwyczajnie wykarczował. Że nie pozwala piłkarzom na okazywanie bólu, ż jego ulubionym stylem jest szybka gra z kontry i że ma rękę do młodych piłkarzy, a także zawodników niedocenianych gdzie indziej, z których potrafi wycisnąć maksimum. Waldemar Fornalik w Ruchu Chorzów pracował 1172 dni zanim ręce po niego wyciągnął PZPN i reprezentacja. A wyciągnął, bo już też wiedział, na co tego człowieka stać: Że potrafi drużynę dobrze poukładać, że gra defensywnie i jego zespoły umieją bronić, a ich najsilniejszą stroną są stałe fragmenty gry. Ludzie z PZPN wiedzieli, że owszem jest cichy i spokojny, ale wśród piłkarzy ma autorytet i przede wszystkim, że jego zespoły są fenomenalnie przygotowane fizycznie.

A co można o Skowronku powiedzieć po tych 281 dniach? Nic. Za to wiele o Smolnym. Podobnie nic nie będzie można powiedzieć o tym jakim trenerem stał się Dariusz Wdowczyk po tylu latach przerwy, jeżeli Smolny jego też wyrzuci po 200 dniach, albo nawet chociażby po tych statystycznych 357.

Poniżej moje wyliczenia. W tej tabeli mamy średnią długość pracy szkoleniowca w danym klubie. Metoda obliczeniowa polegała na tym, by zobaczyć na przestrzeni jakiego czasu klub zatrudniał pięciu szkoleniowców (nie licząc tymczasowych). Pod uwagę nie są brani aktualnie pracujący szkoleniowcy. Czas ich pracy przedstawia druga tabela.

Tabela 1: Średni czas pracy szkoleniowców w klubach ekstraklasy.

Lech       638 dni

Śląsk      579 dni

Ruch      536 dni (kadencja Waldemara Fornalika 1172 dni)

Legia      493 dni (wliczona kadencja Białasa trwająca tylko 78 dni)

PBB        489 dni (kadencja Kasperczyka: 1052 dni)

Korona 474 dni

Jagiellonia           403 dni

Wisła     388 dni

Lechia   348 dni (ale w środku Kafarski był 946 dni)

Piast      273 dni (ale Marcin Brosz jest już od 1008 dni)

Widzew                232 dni (ale Radosław Mroczkowski już od 634 dni)

Górnik  221 dni (ale Adam Nawałka jest już od 1182 dni)

GKS        190 dni

Pogoń   189 dni

Lubin     185 dni (ale Hapal już od 506 dni)

Polonia                 62 dni

ŚREDNIA

356 dni – tyle dni przeciętnie pracuje polski trener. Niecały rok.

376 dni – po odrzuceniu patologicznego przypadku Polonii.

357 dni – po odrzuceniu najlepszego i najgorszego wyniku.

Tabela 2: Od tylu dni pracują aktualni trenerzy na swoich stanowiskach.

Adam Nawałka (Górnik)               1182 dni

Marcin Brosz (Piast)        1008 dni

Leszek Ojrzyński (Korona)            645 dni

Radosław Mroczkowski (Widzew)            634 dni

Pavel Hapal (Zagłębie)   506 dni

Tomasz Hajto (Jagiellonia)            439 dni

Mariusz Rumak (Lech)   386 dni

Jan Urban (Legia)             293 dni

Bogusław Kaczmarek (Lechia)    286 dni

Piotr Skowronek (Pogoń)             281 dni

Piotr Stokowiec (Polonia)             242 dni

Stanislav Levy (Śląsk)      197 dni

Jacek Zieliński (Ruch)      195 dni

Tomasz Kulawik (Wisła) 140 dni

Dariusz Kubicki (PBB)      74 dni

Kamil Kiereś (Bełchatów)             69 dni

ŚREDNIA

411 dni – tyle średnio pracuje aktualny szkoleniowiec klubu ekstraklasy.

380 dni – po odrzuceniu najlepszego i najgorszego wyniku (Nawałka – Kiereś)

Kadra to nie kółko oratorskie

Posted in AKTUALNOŚCI by zelaznypunktwidzenia on Luty 15, 2013

Zbigniew Boniek zdefiniował, kto jest Polakiem. A temat to ostatnimi czasy wyjątkowo gorący i sporów wokół zagadnienia niemało. Według niektórych Polacy, to na przykład ci, którzy nie stali tam, gdzie ZOMO. We „wrzutce” na Weszło pyta go jednej z czytelników o politykę wobec tak zwanych „farbowanych lisów”. Boniek odpowiada:

„W polskiej reprezentacji mogą grać tylko ci, którzy czują się Polakami, mają polski paszport i mówią w naszym języku na takim poziomie, by można było z nimi swobodnie pogadać lub zrobić wywiad. Jeżeli ktoś nie zna języka, to nie jest Polakiem. Nie dotyczy to tych, którzy w reprezentacji grają, bo prawo nie działa wstecz. Jeżeli Perquis nie mówi po polsku, a selekcjoner go powoła, to jego problem. Natomiast gdyby dziś pojawił się drugi taki Perquis, to nie gra. Chyba że za cztery lata, jeśli Bońka zastąpi ktoś inny.”

Wszystko już jasne. „Ktoś kto nie zna języka, nie jest Polakiem”. Pomijam fakt, że tym samym Boniek ze zbioru Polaków wykluczył za jednym zamachem wszystkie osoby nieme, albo cierpiące na problemy z mówieniem. Z takim bowiem też ani nie „pogadasz”, a i ze „zrobieniem wywiadu” pewnie byłby problem, więc i drzwi do kadry szeroko zamknięte.

Ciekaw jestem, czy PZPN pod światłym przewodnictwem miłościwie nam panującego powoła specjalną komisję oceniającą, czy delikwent wystarczająco dobrze mówi po polsku. I kto w takiej komisji będzie zasiadał? Sam Boniek, czy może niezależni eksperci? Miodek z Bralczykiem? Jaka liczba pomyłek i lapsusów językowych będzie dopuszczalna? Obawiam się, że jeżeli będą zbyt ostre kryteria, to Waldemar Fornalik ostanie się biedaczyna bez piłkarzy. Bo kilku całkowicie rdzennych Polaków ma poważne problemy, by wydusić z siebie jakiekolwiek sensowne zdanie. Czy powtarzanie co chwila i traktowanie jako przecinka słowa „mówię” (Mówię, że w następnym meczu, mówię, damy z siebie naprawdę, mówię, wszystko – pewien stoper ma taką manierę) jest już dyskwalifikujące, czy jeszcze przejdzie? Czy na „pojedynek jeden na jednego” szanowna komisja przymknie oko? Powiedzenie do kamery „włanczać”, albo „przyszłem” będzie oznaczało tylko wykluczenie z reprezentacji, czy skutkować będzie od razu zabraniem paszportu i wyrzuceniem poza nawias zbioru Polaków? A co z osobami, które mają wyraźne naleciałości z języków obcych. Na przykład notoryczne wstawianie włoskiego „no, no, no”, zamiast po prostu prasłowiańskiego i naszego polskiego „nie”?

To wszystko fraszka, składam to na karb nie do końca przemyślanej wypowiedzi. W cytacie z Bońka zawarta jest jednak groźba. Oto Boniek dyktuje selekcjonerowi, kto może być powoływany do reprezentacji. O ile dobrze pojmuję, to pan prezes nie ustala składu kadry, prawda? Za to odpowiedzialny jest Waldemar Fornalik. To on będzie odpowiadał stanowiskiem za to, czy awansujemy do mistrzostw świata w 2014 roku w Brazylii. On, a nie pan Boniek. I to on dobiera sobie wykonawców, a nie wybiera pośród tych, których wskaże mu pan Boniek. A czy Fornalik będzie przy korzystał tylko z piłkarzy mówiących po polsku, czy tylko z urodzonych w drugiej połowie roku parzystego, to jego sprawa. Pewne jest jedno: może korzystać ze wszystkich, którzy mają polski paszport. Boniek swoją szansę, by odpowiadać za selekcję już miał. Niespecjalnie ją wykorzystał. Ale wątpię, by to Michał Listkiewicz (ówczesny szef PZPN) wybierał mu kadrę.

W preambule Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej już jakiś czas temu naród polski został zdefiniowany: tworzą go wszyscy obywatele Polski, poczuwający się do wspólnego dziedzictwa i dobra Polski, niezależnie od narodowości. Mowy o języku nie ma.

Byłem i jestem przeciwny naturalizacjom na wielką skalę. Nie pochwalałem polityki Franciszka Smudy. Ale czy gdyby wówczas to Grzegorz Lato chciał ustanawiać kryteria, kto może być powoływany, a kto nie, naprawdę uszłoby mu to na sucho? No, no, no. Prezes jest od prezesowania, selekcjoner od selekcjonowania, Miodek z Bralczykiem od językoznawstwa, a kadra nie jest kółkiem oratorskim.

Szczyt żenady…

Posted in AKTUALNOŚCI by zelaznypunktwidzenia on Listopad 1, 2009

To co się w sobotę działo na Łazienkowskiej to była totalna wiocha. Chodzenie na Legię w tej chwili jest już zupełnie bez sensu. Idiotyczna – wykrwawiająca obie strony – wojna kibiców i właścicieli klubu osiągnęła punkt kulminacyjny. Szczyt żenady – tak zupełnie szczerze mówiąc.

To co zrobił tak zwany Staruch było przekroczeniem granic. Pokrótce dla niezorientowanych. W dniu meczu umarł Jan Wejchert, jeden z właścicieli ITI i tym samym Legii. Cały dzień nie było wiadomo, czy będzie minuta ciszy, czy nie. Wiadomo czym to groziło jeżeli taka byłaby ogłoszona. Ostatecznie – z tego co mi wiadomo, hardcorowcy mogą przedstawiać jakieś inne wizje, ale ja w tym nie siedzę, mówię co wiem od znajomych – ustalono, że jeżeli do minuty ciszy dojdzie zostanie ona uszanowana. Wielki szef kibolstwa spod znaku żyletki postanowił jednak wysłać swój mały prywatny message i wspiął się na to śmieszne gniazdo i zaczął od płomiennego wystąpienia o tym, jak bardzo nienawidzi ITI, po czym zaintonował przyśpiewkę „Jeszcze jeden”. Przekaz całkowicie jasny – chodziło o schorowanego drugiego właściciela ITI i Legii – Mariusza Waltera. Nazwanie tego co zrobił wiochą czy żenadą nie oddaje istoty sprawy. To było po ludzku ohydne. Niegodne człowieka, którego wszyscy kibole przedstawiają jako ultra inteligentnego studenta kulturoznawstwa. Nieuszanowanie czyjejś śmierci, zszarganie jej, a wszystko ze świętem wszystkich świętych i dniem zadusznym w tle. To było po prostu barbarzyństwo. Przekroczenie pewnych grac. Podobnie jak ukazujące się w tygodniu plakaty przedstawiające Ostrowskiego jako pedofila.

Starucha więc z gniazda ściągnęła ochrona, swoją drogą chłopak trzymał się krat i swojego podestu – który czynił z niego na Legii półboga dla tego tłumu bezmyślnie powtarzających wykrzykiwane przez niego bluźnierstwa (Hamas) – jak poseł stołka. Chwile to trwało, Mięciel w tym czasie strzelił ledwo przez kogokolwiek zauważoną bramkę, w końcu go wywieźli poza stadion na komisariat. Żyletka trochę pobuczała, poskandowała ITI spierdalaj, idzie rak nieborak (Walter ma nowotwór) i kilka idiotycznych hasełek, wyrwała trzy krzesełka, po czym się zawinęła i wyszła. W sumie bardzo dobrze, bo konkretna awantura z ochroną i wkroczenie na stadion prewencji pogłębiłoby i tak napiętą do granic możliwości skalę żenady, ale w sumie reakcja w porównaniu z napinką dość nikła. Najbardziej żałośni i śmieszni w tym wszystkim byli napinacze z krytej, którzy zdzierali sobie gardła skandując bluźnierstwa, niemal wychodzili ze skóry, bo nienawiść ich tak rozpierała, gdyby tylko mogli to by się na tę ochronę rzucili. Ach jacy oni byliby dzielni, jak oni by walczyli, jakimi oni są chuliganami i twardzielami. A jednak siedzą na krytej i ostatecznie na tej krytej zostali. W ich przypadku reakcja w porównaniu do napinki jest zupełnie zerowa. I też dobrze. Nie piszę tego po to, by pokazać, że kibole Legii dali sobie zgarnąć przywódcę i nie zareagowali. Zupełnie nie. Chcę tylko pokazać ile w tym napinki. Prężenia muskułów.

W tym wszystkim klub też zachowuje się idiotycznie. Mają europejskie ambicje, rzecznik prasowy rozdaje żółte kartki, jeżeli dziennikarz bez usprawiedliwienia nie pojawi się na jakimś meczu, a nie są w stanie nawet tak zorganizować bramek, by każdy mógł wejść na czas na mecz. Wejście dla pracy zatarasowane całkowicie, gdyż przez tą samą bramkę wpuszczane są grupy zorganizowane, karnety nieimienne i zaproszenia. Od kilku meczów przyjście 45 minut przed pierwszym gwizdkiem nie gwarantuje, że zobaczysz początek spotkania. Wszystko dlatego, że klub rozdaje na lewo i prawo zaproszenia (nawet w dniu meczu; spróbuj dostać akredytację w dniu meczu!), by na tę jedną trybunkę przyszedł ktokolwiek poza napinaczami, którzy na sztandarach mają walkę z ITI, policja, Polonią ,kimkolwiek innym, a wszystko to profanują ohydnym wykonaniem jednej z najpiękniejszych polskich piosenek – Snu o Warszawie. Tak więc dziennikarze tłoczą się z wycieczkami zakładowymi, kibice tłoczą się z kibicami, a kordon ochrony sobie stoi i jara szlugi. W ogóle po akcji ze Staruchem poczuli się tak mocni, że postanowili zmasakrować kierowcę karetki…. A co! Bo się patrzył! Mentalność dokładnie taka sama, jak ci na trybunach. Żenada!

I dla kogo budowany jest nowy stadion? Jeżeli ma być atmosfera taka jak w sobotę to nie wróżę wielkiego sukcesu. Kibice i ITI zmienili stadion Legii i w ogóle ten klub w teren działań wojennych. W partyzantkę, a na Łazienkowskiej zaraz będzie jak w Afganistanie (metafora kibiców). Nie chcę tu roztrząsać czyja to wina, kto zaczął, kto ma rację, a kto nie. Myślę, że nawet sami kibole już nie wiedzą o co chodzi, o klubie nie wspominając. Prawda jest bowiem taka, że ITI zabrał się za sprawę kibiców z gracją słonia w składzie porcelany, a ci odpowiedzieli w jedyny sobie znany sposób: chamstwem i agresją. To, co jednak stało się wczoraj ze zszarganiem śmierci Wejcherta przekracza wszelkie granice. Postaram się namówić kogoś ze strony kibiców, by przedstawił ich rację. Jestem naprawdę ciekawy, jak to wszystko usprawiedliwiają.

Nie chcę oglądać ładnej piłki

Posted in Uncategorized by zelaznypunktwidzenia on Październik 16, 2009

W Polsce nie mamy piłkarzy. Nie mamy i już i smutna prawda jest taka, że do 2012 roku nie pojawi ich się nagle na pęczki, a nowy selekcjoner kimkolwiek by nie był – mam nadzieję, że jednak ludzie z PZPN pójdą po rozum do głowy i zatrudnią zagranicznego trenera z nazwiskiem – będzie mógł w nich sobie przebierać jak w ulęgałkach. E-e.

I nie ma co się czarować pustymi w obecnej sytuacji sloganami, że trzeba się wziąć za gruntowna reformę polskiego futbolu, że trzeba się wziąć za szkolenie młodzieży, by na Euro 2012 uniknąć kompromitacji. Nie tędy droga. W obecnej chwili jest na to za późno. Byśmy się dobrze zrozumieli – są to działania absolutnie nieodzowne i trzeba takie systemowe reformy przeprowadzać. I to jak najszybciej, ale na Euro z ich owoców nie skorzystamy.

Widzę zatem jedną tylko drogę – nie chcę oglądać ładnej piłki. Nie chcę, by nowy selekcjoner – kimkolwiek by nie był, mam nadzieję, że jednak ludzie z PZPN pójdą po rozum do głowy i zatrudnią zagranicznego trenera z nazwiskiem – uczył naszych piłkarzy koronkowych wymian, nie chcę, by uczył ich tego, że w piłce chodzi o kontrolę nad przestrzenią. Nie

chcę, by nasi atakując czynili boisko wielkim, a broniąc się robili je jak najmniejszym (Rinus Michels o futbolu totalnym). Nie damy radę z tym materiałem ludzkim tego zrobić. Musimy być realistami. Pokolenia Mariuszów Lewandowskich tego nie nauczymy. Podobnie zresztą jak pokolenia Kamilów Grosickich i Patryków Małeckich. Oni mają niestety problemy z abecadłem, a to są studia. I to podyplomowe.

Dlatego chcę oglądać brzydki – nawet ultradefensywny – futbol. Brzydki, ale skuteczny. To jedyna droga, by na Euro awansować z grupy, być może nawet doczłapać się do półfinałów. Nie mam wątpliwości, że mistrzostw w takim stylu nie wygramy – chociaż przykład Grecji Rehhagela działa na wyobraźnię – ale przynajmniej nie będzie kompromitacji.

Do zajęcia takiego stanowiska zainspirowała mnie fenomenalna książka Johnatana Wilsona – „Inverting the Pyramid”, czyli „A History of Football Tactics”. Wilson pokazuje kilka zespołów, które stosując dość prymitywne metody doszły do sukcesów. Sukcesów ponad miarę.

Estudiantes La Plata z przełomu lat 60 i 70. To do dziś synonim hasła – zwycięstwo za wszelką cenę – w argentyńskim, ale chyba nawet nie tylko, futbolu. Juan Ramon Veron wspomina, że trener, który poprowadził ich do trzech z rzędu Copa Libertadores – Osvaldo Zubeldia pojawił się w klubie miesiąc przed startem rozgrywek. Najpierw poszedł na trening pierwszej drużyny, następnie trzeciej. Z pierwszego zespołu zachował tylko czterech piłkarzy, resztę wziął z rezerw. Zubeldia bazował przede wszystkim na ciężkiej, niemalże katorżniczej pracy. Coś, co wcześniej w Argentynie było niemalże niespotykane. Jednym z jego piłkarzy był Carlos Bilardo (w 1986 roku poprowadził Argentynę do mistrzostwa świata), który wspomina, że całe tygodnie spędzali na ćwiczeniu rożnych, wolnych, wyrzutów z autu, wznowień gry przez bramkarza itd. Mieli wypracowane po kilkanaście wariantów każdej z tych zagrywek.

Zubeldia ustawił zespół 4-3-3 i nauczył piłkarzy Estudiantes agresywnej pułapki ofsajdowej. Jego obrońcy poruszali się jakby byli połączeni niewidzialną liną. Do tego dołożył morderczy pressing, który wówczas nie był – jak to ma miejsce dziś – oczywistością.

Pressing i pułapka ofsajdowa nie były jednak wszystkim. Nie te elemetyny czyniły ich wyjątkowymi, ale raczej fakt, iż – jak ujmuje to Wilson – byli „ultradefensywnym-destruktywnym-gryzącym” zespołem. Legenda mówi, że Bilardo na boisko wnosił nawet pinezki, by wbijać je w ciała przeciwników. Piłkarze Estudiantes kopali rywali, symulowali faule, a gdy sędzia nie patrzył szturchali i bili. Zubeldia na odprawach opowiadał swoim piłkarzom wszystko o rywalach. O ich życiu prywatnym, słabościach, plotkach jakie

krążą w środowisku, charakterach i nawykach. Jeden z dziennikarzy – Presta – na łamach książki Wilsona opowiada jak Estudiantes grali przeciwko Independiente. Jeden z piłkarzy Independiente przypadkowo zabił podczas polowania swojego przyjaciela. Gdy tylko któryś z piłkarzy

Estudiantes znajdował się w jego pobliżu szeptał – morderca. Obrońca Racingu – Roberto Perfumo – dostał w meczu z Estudiantes czerwoną kartkę za kopnięcie Bilardo w brzuch. Jak się później okazało Bilardo cały czas prowokował go mówiąc o torbieli jaką żona Perfumo kilka dni wcześniej operacyjnie sobie usunęła.

To wtedy powstało określenie anti-futbol na grę Estudiantes. Tylko co z tego, skoro zespół Zubeldii odnosił sukcesy? Jako pierwszy w historii argentyńskiej piłki klub spoza Buenos Aires zdobył mistrzostwo W 1967 roku. Trzy Puchary Wyzwolicieli w 68, 69 i 70. Gdy dochodziło do konfrontacji z Europejczykami – najczęściej przy okazji meczów o Puchar

Interkontynentalny – mieszkańcy Starego Kontynentu byli zszokowani ich brutalnością, zaangażowaniem i walką. Szczególnie mecze z Manchester United przypominały sceny z krwawego horroru.

Oczywiście wszystko kiedyś dobiega końca. W pewnym momencie przeciwnicy nauczyli się grać przeciwko Estudiandes. Trzy Copa Libertdores robią jednak wrażenie, prawda?

Na Euro 2012 niezależnie od tego, kto zostanie selekcjonerem – mam nadzieję, że jednak ludzie z PZPN pójdą po rozum do głowy i zatrudnią zagranicznego trenera z nazwiskiem – chcę więc widzieć agresję i waleczność Estudiantes. Należy pamiętać jednak, że Zubeldia miał w tym zespole kilku piłkarzy z prawdziwego zdarzenia. Przede wszystkim Verona, który kreował grę. Można sobie jednak radzić i bez kreatywnych piłkarzy. Przykład Watfordu z lat 80.

Graham Taylor przejął Watford (prezesem był Elton John) w czwartej lidze. Gdy szkoleniowiec podpisywał pięcioletni kontrakt, w 1977 roku ekscentryczny prezes powiedział, że misją trenera są…europejskie puchary. No i słowo ciałem się stało. Co roku awans, a w 1982 roku jako beniaminek Watford zdobył wicemistrzostwo Anglii! Wyprzedził ich tylko Liverpool.

I znowu mamy w przypadku Watfordu niebywały pressing – Taylor wymagał od swoich piłkarzy, by atakowali zawodnika z piłką, niezależnie od tego w jakim miejscu boiska się znajdowali. Jeżeli prawy obrońca stał pod własnym polem karnym, ale miał futbolówkę przy nodze, w meczu z Watfordem mógł być pewien, że za chwilę zostanie zaatakowany. Druga rzeczą charakteryzującą Watford – później w ich ślady poszedł jeszcze Wimbledon, także z pewnymi sukcesami – były długie podania. I pisząc długie, mam na myśli te naprawdę dłuuuuuuugie. Taylor chciał, by jego zawodnicy zachowywali się tak – jak inni zachowują się przegrywając 0:1 w ostatniej minucie meczu – czyli wszyscy biegają, a piłka tylko lata im nad głowami.

Watford – przeciwnie niż Estudiantes – cały czas atakował. Non-stop. Bardzo prymitywnie, ale bardzo skutecznie. Ich znakiem rozpoznawczym stały się mecze z wieloma golami, ale niekoniecznie stojące na wysokim poziomie – 4:4 i 5:4 z Evertonem. Dwa zwycięstwa po 5:3 z Notts County, zwycięstwo 8:0 z Sunderlandem, porażka 1:6 z Norwich i 3:7 z Nottingham Forest. W Ostatnich trzech meczach sezonu 1984/85 Watford pokonał Tottenham i Manchester United po 5:1, by przegrać 3:4 z Liverpoolem w ostatniej kolejce. Anglicy zaczęli ich styl nazywać bang-bang football, ale to działało. Pomiędzy 82 a 87 rokiem, kiedy Taylor odszedł do Aston Villi nie zakończyli sezonu niżej niż na 12 pozycji w tabeli. Klub, o którym kilka lat wcześniej nie słyszał nikt!

System mniej jest tu ważny, ponieważ bardziej liczył się ruch piłkarzy. Taylor ustawiał zespół 4-4-2, ale jako, że Watford cały czas atakował i naciskał, rywale – chcąc nie chcąc – cofali się i zagęszczali obronę. Dlatego momentami system Watfordu przypominał nawet słynną brasilianę – 4-2-4. Ale gra Watfordu nie miała z Brazylią nic wspólnego. Przechwyt i długa piłka do napastników. Najlepiej za plecy obrońców.

Jeżeli zwrócimy uwagę na fakt, że nasi piłkarze i tak nie umieją wymienić trzech podań z rzędu, to łątwiej będzie nam zaakaceptować, że nagle zaczną grać długą piłką. Piłkarze Watfordu w czasie jednego meczu posyłali – przeciętnie – 156 piłek, które lądowały w okolicach pola karnego rywala. 156 takich podań w czasie meczu!  Oczywiście Taylor doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo ograniczony jest jego system i pomysł na grę. Wiedział, że w Europie nie ma żadnych szans. W momencie gdy jego zespół trafiał na drużynę, która umiała grać piłką, która umiała radzić sobie z pressingiem, która rozsądnie się broniła, a swoje akcje budowała po ziemi, Watford tracił swoje atuty. Nie mniej jednak z czwartej ligi do wicemistrzostwa Anglii w pięć lat robi wrażenie, prawda?

Proponuje korzystać zarówno z pomysłów Zubeldii, jak i Taylora. Wprowadzić pewne nasze innowacje nowego selekcjonera kimkolwiek by nie był – mam nadzieję, że jednak ludzie z PZPN pójdą po rozum do głowy i zatrudnią zagranicznego trenera z nazwiskiem. Wiem, że to co proponuję jest tak naprawdę krokiem wstecz! Wiem to! Czasem jednak trzeba zrobić krok wstecz, by kolejne dwa wykonać naprzód! Dzięki temu prymitywnemu systemowi jest autentyczna szansa, że awansujemy z grupy. Mamy dwa i pół roku, by stworzyć taki zespół. W tym samym jednak czasie trzeba by szkolenie młodych odbywało się w totalnym zaprzeczeniu do tego, co się miałoby dziać w pierwszej reprezentacji. Niech młodzi w tym czasie uczą się przede wszystkim uniwersalności – bo to jest przyszłość futbolu. Niech w akademiach młodzieżowych, które mam nadzieję po tym jak oburzeni kibice obalą PZPN 😉 zaczną wyrastać jak po deszczu, młodzi piłkarze grają tak tylko nowocześnie i przede wszystkim ładnie jak tylko się da! Bo ja nienawidzę brzydkiej piłki!

A teraz panie Scolari poprosimy fikołka

Posted in Uncategorized by zelaznypunktwidzenia on Wrzesień 20, 2009

Mój komentarz z sobotniego PS-a. Nie mam czasu na razie na nic nowego…

Podczas ostatniego zebrania zarządu PZPN na kapitalny pomysł w swej prostocie wpadł specjalista od kapitalnych pomysłów – Kazimierz Greń. Otóż według pana Grenia wszyscy kandydaci na selekcjonera reprezentacji Polski powinni zgłosić się do związku, a następnie zaprezentować swoją wizję prowadzenia drużyny narodowej temu znakomitemu gronu. I tak na występy gościnne można by zaprosić na przykład Avrama Granta, albo Luiza Felipe Scolariego.
Szkoda, że kapitalny pomysł pana Grenia został niestety storpedowany. Oczywiście nie ma takiej siły na świecie, która zmusiłaby jakiegokolwiek poważnego i szanowanego trenera do jakichś wystąpień przed panami pokroju Wacha, Grenia, czy innych z zarządu. Naprawdę szkoda. Widzę oczami wyobraźni, jak po zadaniu wielu niesamowicie ważnych pytań, Greń zarządza drugą część konkursu. – A teraz panie Scolari może pan zaśpiewa nam jakąś piosenkę, albo może jakiś wierszyk zadeklamuje. Dlaczego pan tak dziwnie się patrzy? Część artystyczna jest szalenie istotna. Później przejdziemy do egzaminu z wuefu.

Wybór szkoleniowca tymczasowego ma sens. Tylko jednak pod jednym warunkiem – ten czas nie zostanie zmarnowany po to, by i tak ostatecznie prezes wskazał na jakiegoś swojego kolegę, lub innego krewnego. Ten czas, który zyskaliśmy dzięki nominacji Majewskiego na dwa mecze, trzeba wykorzystać tylko i wyłącznie po to, by wybrać najlepszego z możliwych kandydatów – najlepiej zagranicznego szkoleniowca z nazwiskiem.
Wiadomo jednak, że nie ma co się łudzić, iż tacy sami będą się zgłaszać do PZPN, wysyłać swoje życiorysy i listy motywacyjne. Bez przesady. Stanowisko selekcjonera gospodarza Euro 2012 jest owszem bardzo atrakcyjne, ale nie ma co liczyć na oferty przysyłane do PZPN, trzeba samemu poszukać trenera. Problem w tym, że do tego zadania oddelegowana została dwójka Grzegorz Lato, Antoni Piechniczek. Proszę mi powiedzieć w jakim języku oni się dogadają z jakimkolwiek szkoleniowcem? Nawet, by rozmawiać ze Smudą trzeba chociaż znać podstawy niemieckiego…
Cała nadzieja w Andrzeju Placzyńskim. Szansa na selekcjonera z zagranicy pojawi się tylko wówczas jeżeli szef Sportfive uzna, że jest mu taki trener na Euro potrzebny. To jedyna osoba w związku, która może coś takiego załatwić. Także panie Andrzeju, proszę się dobrze zastanowić.

Tylko z zagranicy

Posted in Uncategorized by zelaznypunktwidzenia on Wrzesień 12, 2009

W polskich mediach trwa lincz nad Beenhakkerem. Strasznie mi jest przykro słuchać tego wszystkiego, co się dzieje wokół byłego już selekcjonera. Po raz kolejny potwierdza się, że powiedzenie o pochyłym drzewie i skaczącym na nie kozach jest całkowicie prawdziwe. Zdecydowanie bardziej dziś szanuję tych, którzy pluli na Holendra od niemal smego początku, niż tych, którzy gdy zobaczyli, że Beenhakker leży postanowili go jeszcze skopać. Żałosne… Śmieszą mnie jednak ci wszyscy, którzy tyle mówili o handlu jaki Beenhakker na boku robi naszymi piłkarzami. Gdzie są te wielkie transfery Pazdanów, Zahorskich, czy innych? Nigdzie. Zresztą nie ma co o tym pisać, bo idealnie wszystko ujął Marek Wawrzynowski na swoim blogu, a pod samym wpisem rozgorzała dyskusja zwolenników i przeciwników Leona.

http://testwawrzyna.wordpress.com/2009/09/11/jak-w-starozytnym-rzymie/

Wiem, że nie ma szans na zagranicznego selekcjonera. Już Lato z Piechniczkiem i innymi nie dopuszczą, by mieć znowu z kimkolwiek problem, by musieć się z jakimś przybłędą użera. Poza tym,  kasę przeznaczoną na tłumacza można przecież na luzie wydać na flaszkę… albo kilka nawet. To może się okazać argumentem koronnym. Szkoda, bo wydaje mi się, że nie ma w tej chwili żadnego  Polsce trenera, który kwalifikowałby się na posadę selekcjonera.  Najbliżej mi do Macieja Skorży, ale szczerze mówiąc myślę, że w jego przypadku jest jeszcze trochę za wcześnie. Za mało wiem o Piotrze Nowaku, ale też to chyba nie jest jeszcze ten rozmiar kapelusza. Smuda? Zupełnie nie widzę tego, żeby ten naturszczyk miał się zająć budowaniem drużyny na Euro 2012. Majewski? Wolę to przemilczeć. Skandalem dla mnie jest sam fakt, że jego nazwisko się pojawia w spekulacjach. Janas? Już miał kadrę, dziękujemy. Engel? To samo. Kasperczak? Być może on powinien dostać szansę, z drugiej strony potrzebny jest podobno ktoś młody, a to niemal rówieśnik Beenhakkera. Urban, Tarasiewicz? Jak tak dalej pójdzie to zgłosi się Andrzej Lesiak… albo i sam Piechniczek.

Sami spójrzcie na te nazwiska – na kolana nie rzucają. Naprawdę uważam, że tylko ktoś z zagranicy, znający się na na nowoczesnej piłce, umiejący poustawiać zespół taktycznie – bo lepszych piłkarzy mieć nie będziemy, więc tutaj i w dotarciu do głów zawodników jest klucz do sukcesu – może zostać selekcjonerem. Moim absolutnym faworytem jest… Slaven Bilić. Szkopuł w tym, że Chorwacja ma cały czas szanse na baraże i wyjazd do Afryki. Z drugiej strony po mistrzostwach jest niemal pewne, że Bilić będzie wolny. PZPN musiałby stanąć w szranki z kilkoma klubami Premiership, by wygrać wyścig o podpis Bilica. Slaven jako zagorzały anglofil, też raczej skłaniałby się pewnie ku pracy w Anglii. Polska będzie jednak gospodarzem Euro 2012, awans na turniej ma zapewniony. Nasza oferta też nie jest taka do niczego.

Bilić jest pewnie nie do wyjęcia (ale byłoby naprawdę super). Ale ilu dobrych trenerów jest do wzięcia? Jurguen Klinsmann, Roberto Mancini. Właśnie z Romy odszedł Luciano Spalletti, z CSKA Moskwa dopiero co wyrzucili Zico. Facet, który pracował w Uzbekistanie (wygrał z Bunyodkorem ligę i puchar) miałby nie zechcieć za dobre pieniądze pracować w Polsce? Wydaje mi się, że „biały Pele” pokazałby jeszcze kilka sztuczek Brożkowi i spółce. Bez pracy są cały czas Jean Tigana czy Luis Fernandez. Naprawdę na rynku jest ich kilku do wzięcia.

Tak naprawdę jednak najbliżej – oprócz oczywiście Bilica – jest mi do… innego Holendra. Serio! Powinniśmy kontynuować holenderską myśl szkoleniową. Większość piłkarzy wie już na czym polega ten system, trzymajmy się tego. Dlaczego nie?Do wzięcia jest Ruud Gullit na przykład.

A dla wszystkich wiernych czytelników – viva slovenija, która okazała sie dviga slovenija. I ch…

A to ci śmiesznostka

Posted in AKTUALNOŚCI by zelaznypunktwidzenia on Wrzesień 1, 2009

Krótki wpis. Jestem na zgrupowaniu reprezentacji Polski, więc nie mam za bardzo czasu, by coś tu wpisywać. Także tak naprawdę jest kolejna „przerwa”, więc możecie korzystać. Niech rozgorzeją nowe dyskusje. Ten blog jest wasz!

W każdym razie, mimo że jestem na zgrupowaniu, musiałem napisać kawałek o Lidze Mistrzów. Zacząłem zagłębiać się w zarobki piłkarzy – potrzebne mi to było do jakiegoś tam wątku. No i czytam o tym, szukam. Cristiano Ronaldo 13 milionów rocznie, Messi negocjuje podwyżkę i zaraz dostanie pewnie 11 milionów itd, itd, itd.

Drogi czytelniku przeczytanie tego króciutkiego wpisu zajęło ci około 25 sekund. Przynajmniej tyle mi zajęło, a zakładam jednak, że wszyscy czytamy w podobnym tempie. W tym czasie, drogi czytelniku, Frank Lampard zarobił 25 euro i jakieś 50 centów. Że posłużę się cytatem z klasyka, czyli mojego chyba ulubionego bloga – Supergiganta – i ich fenomenalnego „Fruwając pod koszem” (wróć!!!!) – ciekawe prawda?

A tu stronka, która to liczy:

http://www.salary-money.com/frank-lampard-salary-euro-632000.php

Piłkarz Pepeszko

Posted in AKTUALNOŚCI by zelaznypunktwidzenia on Sierpień 26, 2009

Po tym jak we wpisie pt. „Przerwa” zaroiło się od rekordowej ilości komentarzy i zanotowałem rekordowy dzień jeżeli chodzi o odwiedziny, zastanawiałem się, czy w ogóle jest sens wracać… No ale jak już się powiedziało „a”, trzeba rzec i „be”. Czyli wznawiamy działalność. A podczas, gdy ciężko pracowałem wraz z Markiem Wawrzynowskim i Łukaszem Olkowiczem, nad specjalnym numerem magazynu „PS” poświęconemu Kazimierzowi Deynie (już w piątek w kioskach), sporo się działo. Dwie bramki w debiucie zdobył Obraniak, Pan Marian odebrał Polsce Euro, po czym się okazało, że to afera na miarę „Przychodzi Rywin do Michnika”, Widzew znowu został drużyną ekstraklasy, a przynajmniej tak się niektórym wydaje. To wszystko już jednak było.

Wiadomością dnia, dla mnie,jest ogłoszenie przez Leo Beenhakkera kadry na Irlandię Płn. i Słowenię. Naprawdę nie chce mi się wierzyć, że nie znalazło się w niej miejsce dla Sławomira Peszki (lub jak mówi docent Łuszczyna piłkarza pepeszki). Zamiast niego Leo wolał powołać Łobodzińskiego… Piłkarza, który ostatni dobry mecz zagrał… no właśnie. Kiedy? Zawodnika, który właściwie nigdy nie zagrał w reprezentacji takiego spotkania, o którym całkowicie jednoznacznie można powiedzieć, że było dobre…

Tymczasem Peszko znajduje się naprawdę w świetnej formie. Siedem meczów w tym sezonie, pięć bramek. Trafiał w ogóle w pięciu spotkaniach z rzędu. Nawet nie chodzi o te gole tylko. Raczej generalnie o styl, w jakim grał. Szarpał, dryblował, uciekał po tym skrzydle obrońcom. Zgodzę się, że nie jest wielkim technikiem, nie ma jakiegoś porażającego zasobu zwodów i sztuczek, ale cholera jaki on jest szybki… I to mu wystarczało żeby błyszczeć na tle tej naszej smutnej ligi, ale także pozwoliło strzelić dwa gole w europejskich pucharach. Co takiego w sobie ma Łobodziński?

Nie twierdzę, że Peszko to zbawienie reprezentacji. Brakujące ogniwo. Wiem doskonale, że dyskusja dotyczy tylko i wyłącznie piłkarza na ławkę. Nie ma takiego, który byłby w stanie posadzić na niej Kubę Błaszczykowskiego, a samemu zająć jego miejsce. Ale reprezentacja to taka drużyna, gdzie na ławce powinni siedzieć piłkarze, któzy z niej wchodząc zarazem jej nie osłabiają… A Peszko w obecnej formie byłby właśnie takim wzmocnieniem.

Wiem, że Peszko miał szansę przekonać do sebie Leo, że był w RPA i generalnie raczej tam zawiódł. Z drugiej strony zawiedli wszyscy. To była jedna wielka padlina. Wątpię, by to akurat decydowało. Więc co? Osławiony poziom międzyanrodowy? Dla mnie facet, który stzrela dwa gole w europejskich pucharach jest jednak bliżej poziomu miedzyanrodowego, niż facet, któy odpada z Levadią Tallin, a w drugim meczu wchodzi tylko na ostatni kwadrans z ławki.